OBCIĄGANIE MÓZGU
TWOIM WIĘZIENIEM JEST TO, W CO WIERZYSZ
– CZYLI ROBERT ANTON WILSON

Gówno sprawia, że kwiatki rosną i to jest piękne.
Richard Marshall, Principia Discordia
Obciąganie mózgu poprzez obcowanie z geniuszem Wilsona, który szczytował wielokrotnie na stronnicach swoich powieści, książek i artykułów, to rodzaj samogwałtu, którego celem jest ekstaza wielowymiarowości, bogactwa znaczeń, idei i rozbijanie skostniałych jednowymiarowych „tuneli rzeczywistości”, w które wpadamy raz za razem przyjmując jedną z chwilowych manifestacji za „prawdę ostateczną” i modelując siebie w jej kontekście.
O Boże, o Wenero i ty, Merkury, patronie
złodziei,
Użycz mi małego sklepiku z tytoniem
lub w jakiejkolwiek urządź mnie profesji,
Byleby nie w tym cholernym pisarstwie,
gdzie trzeba wciąż ruszać mózgownicą.
Ezra Weston Loomis Pound
Twórczość autora min. głośnej trylogii „Illuminatus” to wyjście z wszechobecnego schematu „albo, albo” w arkan nowego wzoru, czyli „i to i tamto” – kwantowe pole uprawne, gdzie „ nic nie jest oczywiste, zatem wszystko jest możliwe”. Zupełnie nowy „wstępujący” paradygmat o strukturze wirusa, którego kody wpisane są w każdym zdaniu popełnionym przez Roberta, rodzaj „Odysei psychodelicznej” i „Parazenu” oraz „dyskordiański gaz” paraliżujący wytresowany system nerwowy i jego przekaźniki. Elementarze psychonautyki, czyli jak z małpiego gaju poprzez metody „metaprogramowania” wystrzelić się w kosmos.
::EX NIHILO NIHIL FIT::
Każdy jest trochę dziwny, może oprócz ciebie i mnie, choć czasami jednak nie mam pewności co do ciebie.
Robert Anton Wilson
Podobnie jak Henry Miller urodził się w Nowym Jorku i był dzieckiem imigrantów i tak jak on ciągłe „zderzenia czołowe” z purytańską, zakłamaną i upośledzoną rzeczywistością „amerykańskiego snu” ukształtowały w nim ducha kontrkultury, ostry pazur prześmiewcy i prowokatora. Anarchista olewający opresyjną politykę „wyłudzenia poprzez podatki”, hipokryzji „polityki antynarkotykowej”, miłośnik i badacz „teorii spiskowych”, ezoterysta, erudyta, piewca „psychodelicznych metod transgresji”, fizyk, matematyk, wizjoner (można byłoby to ciągnąć w ∞). Niezliczone jego wcielenia i nietuzinkowa egzystencja nadają jego dziełom „mocnego osadzenia w doświadczeniu”, które nader wszystko charakteryzują się błyskotliwym i celnym poczuciem humoru. Przyjaciel takich person jak Alan Watts, Timothy Leary, William S. Burroughs, Kerry Thornley. Absolwent wydziału matematyki Brooklyn Technical High School, Brooklyn Polytechnic Institute (matematyka i inżynieria) i Paideia University (doktorat z psychologii), użytkownik LSD i psychoaktywnych halucynogenów, orędownik twórczości i metod terapii Wilhelma Reicha, kwasowych pozycji Huxleya, okultystycznych praktyk Crowleya i znów przestrzeń jego tropów i zainteresowań mogłaby być bezkresna niczym „teorie spiskowe”, lub „spekulacje na temat UFO”, lub relatywizm naukowy, semantyczny, kulturowy i tak dalej…
W myśl powiedzonka ze strony 33 „Kosmicznego Spustu”:
Na początku jest góra
Potem nie ma góry,
Potem jest.
I wszystko jasne, klarowne i proste niczym „teoria wysublimowanych teorii w kontekście teoretycznych sublimacji kontekstowych”. Wilson, lub RAW jak zwykło się na niego wołać był moi drodzy „kosmicznym hakerem”, „dzieckiem indygo” i „wysłannikiem Syriusza”, „mistrzem iluminatów”, „źrenicą oka w piramidzie”.
Był, gdyż opuścił komorę sześcianu (potocznie zwanym „Światem” lub „Rzeczywistością”) 11 stycznia 2007 roku. Rok 2007 ogłoszono (kuriozum i szczyt kabaretu) uwaga!:
Europejskim Rokiem na rzecz Równości Szans dla Wszystkich czyli…
::OPERATION MINDFUCK::
Pytanie o to, “czym” jest umysł, ma tę samą naturę co pytanie o to, “czym” jest rzeczywisty świat. Nie można udzielić na nie odpowiedzi, ponieważ każde “coś” jest pewną klasą, a nie możemy zaklasyfikować klasyfikatora.
Alan Watts
Świat, w jakim żyjemy to zagęszczony, toksyczny roztwór w bebechach Lewiatana. Jesteśmy produktem nieudanych eksperymentów obcej rasy, która nie jedno ma imię. Jesteśmy ofiarami przemysłu edukacji, socjalizacji, kultury, religii, zastraszania, dołowania, programowania i tak bez końca. Chodzimy na czworakach, wyżeramy serca spośród kości, kręcimy filmy o ekstremalnych formach kopulacji, zdobywamy absurdalne tytuły wysoce upośledzonych dyscyplin paranaukowych, zajmujemy się głównie wytykaniem źdźbła w oku innych, kiedy w naszym własnym ryju jest dziura wielkości sputnika, lubimy się popisać od czasu do czasu nową kreacją psychologiczną, budujemy bursztynowe komnaty na cześć nasz(ego) bezdyskusyjnego debilizmu, a krótkotrwałe przepływy impulsów w naszym mózgu nazywamy wartościami, obserwacjami, ideami…

Życie nasze jest jak wyścig psów po okręgu za sztucznym zającem. Oddajemy się temu bez reszty, nie mając pojęcia, ze jesteśmy tylko pośmiewiskiem i firmą usługową. Potrafimy zobaczyć tylko ułamek z Wielkiej Układanki i wydaje się nam, że ta gra to „Eurobiznes”, a nie dajmy na to „Kosmiczny Plan Ewolucji Świadomości”. I kiedy już leżymy na śmietniku Martwych Pacynek zaczynamy się zastanawiać „jak to się stało, że się wszystko posrało”.
Prawdą jest, że potrzeba nam „detonatora” – czegoś, co nas wysadzi z toru, jakiejś zabłąkanej kuli chwilowego oświecenia, jebnięcia transcendentu, cokolwiek, jakkolwiek byle „zobaczyć schemat”.
Żyjemy sobie spokojnie w tym naszym bezpiecznym światku i wydaje się nam, że to jest prawdziwe życie. I nagle natrafiamy na książkę, albo udajemy się w podróż, albo rozmawiamy z człowiekiem i odkrywamy, że to nie życie, a hibernacja (…). Monotonia, nuda, śmierć. Miliony ludzi tak właśnie żyją lub umierają, nie zdając sobie z tego sprawy. Pracują po urzędach. Mają samochód. Wyjeżdżają na pikniki niedzielne z rodziną. Wychowują dzieci. Ale w pewnym momencie doznają szoku, równającego się kuracji wstrząsowej. Jakiś człowiek, jakaś książka, jakaś miejscowość, jakaś piosenka budzą ich i ratują od zagłady.
Anaïs Nin
Więc moi drodzy – teraz całkiem serio – jak mignie wam podczas pogoni za zającem okładka książki Wilsona, to zróbcie sobie przerwę na kawę…
To może wam uratować życie!














