OSTATNIA DROGA

|Aby zobaczyć kliknij na obrazek

Uwielbiam cmentarze, może dlatego, że jestem listopadowym dzieckiem i ich aura idealnie współbrzmi z tym ukrytym wymiarem, który ginie w potoku zdarzeń, słów, domysłów, zamysłów – całego tego cyrku. Kiedy dane mi jest zeskoczyć w końcu z trapezu towarzyskich spekulacji, świata web 2.0 i tej maskarady planów zdobywania świata – idę na cmentarz właśnie. Siadam na ławce, zapalam papierosa i milczę. Jak z balonu z mojej głowy wychodzi całe to nadmuchane poczucie siebie. Cmentarz rodzi dystans – układa rzeczy we właściwej kolejności. Przypomina i uczy. Te nazwiska i daty na grobach – ich studiowanie to lekarstwo dla chorego na ambicje umysłu. Kiedy jeszcze mieszkałem w Łodzi, każdego dnia kiedy jeździłem rowerem z pracy – chwila na cmentarzu przy Ogrodowej – była codzienną medytacją. Podobnie tutaj w Londynie może nie tak często nie mniej jednak w chwilach ważnych znów te martwe miasta i ich ulice są mi potrzebne i bliskie.

Możliwość komentowania jest wyłączona.