PROCESOR GŁÓWNY

W zasadzie można przyjąć, że „twórczość” podlega dokładnie tym samym zasadom „dystrybucji” i „opakowania”, co śląskie kabanosy, albo spinacze do papieru. Obezwładniający mechanizm selekcji, który niczym maszyna do mielenia mięsa wydobywa „najlepsze kąski” i wyznacza standardy „produktu”. Na szczycie „twórcy i tworzywa” jest Ocena. Twórca – Handlowiec musi ubiegać, walczyć, startować w zawodach, każdego zafajdanego dnia udowadniając sobie poprzez uznanie innych, że jego „produkt” spełnia standardy „produkcji” i może trafić na półki sklepowe. Bez Oceny – nie ma znaku towarowego. Dlatego nie wystarczy „tworzyć” trzeba jeszcze poznać rzemiosło akwizycji.

To jest mój problem. Mam wrodzoną awersję do reklamy, do sloganów, do epatowania frazesami. Do tego zasranego marnego aktorstwa, które chce oczarować, uwieść i po cichu wydymać. Bo to, co tam jest w nas ten wiecznie sabotujący Potwór, który wciąż na nowo i bez końca musi się potwierdzać szukając opinii innych, oklasków, słów uznania itd.

Zatem bez Oceny – nie ma poczucia odrębności. Bez oceny – jesteś Nikim. Jednym z kilku miliardów ciał dryfujących po toksycznym oceanie. Jeżeli „twórczość” jest karmą, którą się pasiesz i jej głównym zadaniem jest – publikacja, owacja, galeria – wówczas jesteś Akwizytorem, Błaznem. Kukłą o stu twarzach. Dla mnie symbolem tego są tzw. „środowiska”, „grupy zawodowców – którzy typują wyniki”. Żeby być na tablicy trzeba z nimi siedzieć, dzwonić, wysyłać sms-y, pić wódę, jarać trawę. Wzajemnie siebie wielbią, zapraszają i prezentują. Wzajemnie siebie czczą. Już przed swoją esencją masz nazwę – którą ciebie odczytują. Stajesz się niewolnikiem przypisanej roli. Profesjonalistą. Zaczyna się horror zawodów, potwierdzania, slalomu z przeszkodami. Obrastasz w to, toniesz.

Stajesz się parodią – mitem wskazywanym palcami. Żyjemy w społeczeństwie, które największym szacunkiem obdarza slogan – to jest wszędzie. Nie pytamy jak i dlaczego – patrzymy tylko na opakowanie. „Towar” smakuje dobrze, choć jest gównem w czekoladzie. Ważny jest dla nas pierwszy kontakt z podniebieniem, zaczytywanie się deklaracjami. Te obsesje życiorysów – gdzie, z kim, za ile. I to działa. Kiedy w myśl „akwizycji” wiesz co mówić i gdzie uderzyć i jak zagryzać wargi – twój „towar” otrzyma kolejne rekomendacje.

Trafisz na półki i stragany. Staniesz się rozpoznawalną Marką.

Ja wierzę w coś innego. Uważam, że Slogan jest Przekleństwem. Jestem zdania, że jedyną i ostateczną wartością jest samoświadomość i pójście za własnym głosem. Pomimo tego, że emanuję ponurą aurą, negatywizmem – to w swej istocie stanowi to rodzaj czekolady owiniętej gównem. To odwrotność Sloganu. To wartość sama w sobie. To wyzwanie do Autentyczności i eksplorowania bez potrzeby uznania. Ponieważ tylko sami siebie możemy uznać. To trudna droga i wysoka poprzeczka. I jest wielu ludzi, którzy to rozumieją i również wcielają w życie. Nie należymy do nikogo. Nie potrzebujemy oklasków i zapewnień.

Prawda nie ma właścicieli.

DODATEK SPECJALNY:

Możliwość komentowania jest wyłączona.