MGŁA

Istnieje prawdopodobieństwo, że twój dar, skarb, ten błyszczący diament dla świata zostanie zaprzepaszczony, utonie w gęstym błocie podrzeczywistości – wzorze skostniałych prawideł bytu/przetrwania – tej iluzorycznej walki z wiatrakami warunków w odmętach kosmicznej nocy. Śniący śni swój sen z determinacją i wiarą. Śniący toczy nierówną walkę z własnym umysłem otoczony projekcjami. Wrażenia zmysłów toczą kokon/tunel. Śniący wyśnił innych śniących, by dać sobie gwarancję samookreślenia, być dać sobie zwierciadło, możliwość nie mającego końca potwierdzania istnienia. Śniący musi w siebie uwierzyć, by mieć możliwość kontynuowania snu, a cała „zewnętrzna” konfiguracja jest „grą” śniącego. Śniący jest głównym podmiotem i arbitrem owej gry i zdarzyć się może, że jego grą zainteresują się inni śniący, a przez ten sam fakt jego gra stanie się „twardą grą” – grą obowiązującą. Grą z zasadami, punktacją i finałem. Grą z obietnicą wygranej. Jak wiadomo siła dominuje słabość, siła używa i wtłacza w swój obieg.
Silni śniący muszą używać i zasysać tych słabych by konstruować moc swojego snu dając mu żywotność i sens. Śniący żywią się uwagą innych, ponieważ bez nich nie mogą stworzyć królestwa swego snu, swej fortecy, nie mogą przypisać ci roli i nadać miejsca w rankingu. Dajemy moc urojeniom – poprzez uwagę i nadzieję. Improwizacja w kontakcie. Czasem robi się gęsto. Ogromny wir podświadomości wydobywa na powierzchnię niepojęte, nienazwane, nieokreślone – coś z czym zupełnie nie wiemy co zrobić. Logika zawodzi. Śnimy bezradni zapadając się w muł tych wrażeń – niewiadomych.

Wchodzimy w swoje sny, które są jak poziomy misternej konstrukcji. Są sale pełne ornamentów, czyste i lśniące, gotowe na wizyty i tak przewidywalne, że spotkanie jest tylko rytuałem, nawykiem, powtórzeniem – bla, bla, bla. Są sale pokazowe – swoiste galerie gotowych obrazów reprodukcji, półek pełnych książek, figurek, ciekawostek – całe to polukrowane przedstawienie „bogactwa swej osobowości”, inspiracji, insynuacji i indoktrynacji. Tam się spotykamy zazwyczaj przy pierwszym kontakcie, to jak sesja hipnozy, próby oczarowania siebie nawzajem, rzucenia klątwy, a być może zupełnie niewinnej próby wymiany wspomnianymi diamentami. Jednak który śniący zna samego siebie, który przejechał wszystkie piętra swej konstrukcji, był w każdym zakamarku piwnic i strychów, zajrzał pod każdy obraz, poznał fakturę ściany i powierzchnię lustra. Wystarcza nam prowizorka odszykowanych wizytowych pokoików z balkonami. Wystarczy spacer z kuchni do salonu, krótka wizyta na obrzeżach innego snu w granicach umówionych w regulaminie tego „świata szybkich i bezbolesnych wizyt”. Gwarancja bezpieczeństwa snu. Podziwiajmy to. Zaklaszczmy. Cmoknijmy. Wypijmy ciepłą czekoladę w odjebanym parku rozrywki w centrum naszego miasta. Pójdźmy do nowoczesnego kina na jakiś bezbolesny zastrzyk kolejnej porcji banału w 3D. Ponarzekajmy trochę w granicach przyzwoitości, by wzmocnić efekt oczekiwanego „nieznanego”, które już jest za rogiem i obłaskawi nas złotym deszczem. Po plecach pójdą delikatne ciarki. Lubimy deklarować sobie miłość i wielkie sprawy w ciepłych salonach, w wannach pełnych kwiatów o brzegach rozświetlonych świecami. W tej przyjemności chwilowej wizyty tkwi jednak dość ostry haczyk, wchodzi głęboko w wargi. Zostaje tam kiedy już wizyta dobiega końca. Coś cię ciągnie na zupełnie nieświadomym poziomie. Ten poziom to miliony ciemnych krętych korytarzy, ukrytych prawideł ruchu. Nie umiesz tego czytać. Nie znasz tych zasad, o tym się nie mówi. Powód jest kurewsko banalny – o tym się nie wie. Nie idź tam, nie zaglądaj – zagubienie masz jak w banku. Kiedy się otworzysz, granice bezpieczeństwa runą nagle i bezpowrotnie. Cały bezgraniczny wszechświat, tajemne księgi i wzory – objawi się. Świat pod światem, świat nad światem. Wybicie z koła. Zaburzenie snu. Świadomy Mgły śniący patrzy po raz pierwszy poza klatkę pod powiekami, zaczyna być Tu i Tam – jednocześnie. Jak to sprowadzić? Jak sprowadzić to nieskończone bogactwo na ten świat? Jak wbić bezgraniczne w klatkę by ją rozsadzić jednym pstryknięciem palcami. Jak przekładać niewyrażone na siatkę symboli, by poczuć smak – poza wątpliwością i spekulacją – jak umiejętnie rozsadzać ograniczenia by nie wzniecić pożogi? W więziennych bibliotekach jeszcze nie napisano na ten temat poradników, strażnicy nie potrafią udzielić rad, a naczelnik więzienia nie ma o tym bladego pojęcia. Jednak już znasz tajemną drogę. Odkrycie, że wiezienie jest manifestacją myślenia. Klatka jest odzwierciedleniem strachu przed własną mocą. Nikt nie stoi u drzwi. Żebrak toczy z żebra berło. Klucz był w dłoni od początku. Wyzwalająca myśl od śniącego do śniącego. Ten krąg się rozrasta jak płomień. Otwieramy się wzajemnie jak dobroduszni włamywacze, ponieważ wyśniliśmy, że tak właśnie ma być.

Jesteśmy posłańcami.

Możliwość komentowania jest wyłączona.