Filed under: MONOLOG
ZAPISKI NA TANIM BILECIE
Samo wbijanie się w powietrze jest najlepsze.
Variete z utworu „Anioł”
To jest jakiś pierdolec. Dwie godziny lotu 951 mil, a w tym samolocie ruch handlowy jak na rynku podczas wyprzedaży. Problem jednak polega na tym, że nie możesz się wymiksować, bo raz to samolot, dwa na dodatek Ryanair – dom tanich lotów jak to piszą na reklamie w Łodzi. A chciałoby się w spokoju ducha. Gazety, kotlety, napoje gazowane, konkursy i loterie. Dwóch panów obok przez cały zafajdany lot popijają napoje typu kawa i herbata i jednocześnie podziwiają najnowsze produkty w ofercie najtańszej z najtańszych europejskich linii lotniczych z logiem człowieka – harfy. Bezkresny błękit za oknem przecina skrzydło, jednak kiedy pada komenda, że można już rozpiąć super bezpieczne pasy i uruchomić swoje podręczne urządzenia elektroniczne typu plejer MP3 jest to dla mnie rodzaj tych małych zbawień, miniaturowa paranirwana. Załączam płytę „Zapach wyjścia” ukochanego polskiego zespołu Variete. Pierwszy utwór, który idealnie opowiada moją historię lub też odzwierciedla chwilowe poczucie, a z którego kwintesencja poprzedza ten tekst. Pod stopami Eden – rozlana plama poszatkowana wspomnieniami zaszłych zdarzeń. Londyn.
Filed under: MONOLOG
Przyznać się muszę – nie wiem. Nie wiem. Nie wiem i nie wiem. Bo oto kolejny podprogowy szum wysokiej częstotliwości powoduje ból głowy i ten stan zabsorbowania. Tym razem islamizacja świata, europy, umysłów. Na którą stronę iść – tą jasną radykalną, czy pogmatwaną, pełną sprzeczności, niedomówień i wątpliwości. Wojny z terrorem, detonacje z Koranem w dłoni, kamienie, chusty, meczety, modlitwy. Oglądam egzekucje, fotografie ukamienowanych istot ludzkich, wykrzywione nienawiścią i gniewem tłumy skandujące – śmierć niewiernym. Oglądam wykłady w wersji soft z piękną arabską muzyką w tle, twarze ludzi życzliwych wyglądających dobrotliwie zapewniających mnie by nie ulegać pokusie skrajności i uproszczeń. Chcą i nie chcą meczetu w Polsce. Tolerowanie nietolerancji i nietolerancja tolerancji. Slogany. Maski. Manifesty. Autorytety i przykłady, studia i dokumenty. I tu jakaś racja i tam jakaś. Tylko, w co mam uwierzyć, kiedy z jednej strony nawołuje mnie średniowieczny świat krwawych bogów, a z drugiej plastikowe lale do kopulacji. Zderzenie tych światów – każdy na swój sposób patologiczny.
Filed under: MONOLOG
CZYLI SPUSTY BEZ POŁYKU, ALBO SSANIE PRZEZ GUMĘ
Naciągnięta guma na rzeczywistość – wystarczająco elastyczna, pachnąca bananami – izolacja, oddzielenie. Obsesja sterylności – higiena, bezpieczeństwo. Opakowanie – instrukcje obsługi – łatwiej, łatwiej coraz łatwiej. Szybko, szybciej coraz szybciej. Czyściej, czyściej coraz czyściej. Coraz mniej smaku – coraz więcej dopełniaczo – wypełniaczy – ekstraktów identycznych z naturalnymi. Zapadamy się w tym jak w chemicznym budyniu doktora etkera, jak w kolorowych kulkach z reklamy telewizora. Coraz głębiej i głębiej. Pachnące szambo zasysające pustką. Osamotnienie – symptom wypełniania siebie tandetą – jako remedium. Trzymanie się systemów wierzeń – tych wszystkich naprędce rysowanych map i szkiców – iluzoryczne bezpieczeństwo. Szaleństwo, kiedy przez plastik przebija przytłaczająca iluzja piękna i spełnienia. Kiedy upadasz w chaos, w względność i nieprzewidywalność – kiedy to czym myślisz, że jesteś i co reprezentujesz się kończy. Cierpienie rozkładu, cierpienie zmiany. Koszmar Bycia Sobą – udowadniania Siebie – swojej indywidualności, wyodrębnienie ze stada.
Filed under: MONOLOG
Czyli próba życia bez fikcji.
Toteż jeszcze raz, jak gdyby nie dosłyszeli, pytają Felixa:
- Jaka jest sytuacja?
A Felix:
- Przecież już powiedziałem – confusao.
Odchodzą kręcąc głowami i wzruszając ramionami. A kręcą głową i wzruszają ramionami, ponieważ Felix zasiał w nich confusao.
Ryszard Kapuściński „Jeszcze dzień życia”
Kiedyś jeszcze na studiach jakiś profesor wymyślił dla nas ankietę, w której należało napisać listę Polaków, którzy są dla nas autorytetami. To samo w sobie było już karkołomne, ponieważ jak wszystko, również i owe autorytety są zawsze sumą wyidealizowanych wyobrażeń, rodzajem hologramu, który wyświetlamy sobie w głowach. Na pierwszym miejscu wyświetlił mi się Kapuściński – ten pierwszy z pierwszych niestrudzony bóg reportażu – gatunku, który uważam za absolutnie najtrudniejszy w literaturze oraz najbardziej wymagający, ponieważ jego tkanką jest samo życie. Byłem jedynym w grupie, który we wspomnianej ankiecie umieścił pisarza a nie jak większość Papieża na pierwszym miejscu.
Dlaczego?
Z jednej strony wrodzona buta religijna i absolutny brak kontaktu z postacią Papieża w jakiejkolwiek formie zablokowała samą myśl o Papieżu, pewnie gdybym szedł tym tropem rzuciłbym na szczyt Dalajlamę, gdyż jawiłem się sobie wówczas jako buddysta – cokolwiek to znaczy. Jednak bardziej od oświeconych mędrców nawołujących do miłości, pokoju, wiary i nadziei w swych wybrokatowanych szatach działali na mnie artyści, a szczególnie z racji prób klecenia zdań – pisarze. A z tych ostatnich wielkim szacunkiem darzyłem właśnie reporterów, którzy by coś napisać muszą opuścić gabinet i runąć w otchłań tej magmy zwanej potocznie rzeczywistością.
Filed under: MONOLOG
W zasadzie można przyjąć, że „twórczość” podlega dokładnie tym samym zasadom „dystrybucji” i „opakowania”, co śląskie kabanosy, albo spinacze do papieru. Obezwładniający mechanizm selekcji, który niczym maszyna do mielenia mięsa wydobywa „najlepsze kąski” i wyznacza standardy „produktu”. Na szczycie „twórcy i tworzywa” jest Ocena. Twórca – Handlowiec musi ubiegać, walczyć, startować w zawodach, każdego zafajdanego dnia udowadniając sobie poprzez uznanie innych, że jego „produkt” spełnia standardy „produkcji” i może trafić na półki sklepowe. Bez Oceny – nie ma znaku towarowego. Dlatego nie wystarczy „tworzyć” trzeba jeszcze poznać rzemiosło akwizycji.
Filed under: MONOLOG
AB INITIO
Zatem Wielki Wybuch. Masa Krytyczna – Eksplozja. Deto – nacja – rodzaju ludzkiego. Z nicości w wielość – z wielości w nicość. Taniec dualizmów. Życie – śmierć. Początek – Koniec. Ludzki umysł – Monstrum – chce wiedzieć. Znać praprzyczyny, Pierwszy Pierwotny Impuls Powstania Wszechrzeczy. Szuka w Własnej Kreacji – obiektywnych Danych. Uprawomocnienia Własnego Absurdu. Uzasadnienia Własnej Iluzji Istnienia. Otacza się tym jak legionami wojsk. Zwarte kolumny danych, dowody w światłowodach, migotanie ekranów, błysk teleskopów. Zapisywanie – 6,66 miliarda manifestów. Roboty w ławach szkolnych – programy pisane białą kredą na matrycy. Tworzenie Żołnierzy – Bóg, Honor, Ojczyzna. Język – Kultura. Praca tchawicy. Struny głosowe. Oddech. Dłoń z patykiem, dłutem, piórem, długopisem, klawiszem komputera zaprzęgnięta – akt tworzenia bram więzienia. Kolejne warstwy, poziomy iluzji, mury teorii z bitej stali ignorancji – przez tysiąclecia – Wielki Mur. Od serca po granice państw, od wątroby po języki świata, od stóp do głów wbitych w kaski kosmonautów. Od jaskini do pocisków batalistycznych. Płody Monstrum, ciągła reanimacja, terapia wstrząsowa. W zamkniętym Martwym Kole – nieskończony obieg myślo – zdarzeń – ciał – krwawe misterium śmierci w imię życia. Życie – mechanika kwantowa – regulacja podatkowa – rola – zadanie – status. Małpa w garniturze za 3 patyki.
Filed under: MONOLOG
Wiara czyni cuda – tak deklarują, tak zapewniają. Kwestionuję to, ponieważ to właśnie “wiara” stoi na straży wszelkiego niedokonania, tego odwiecznego oczekiwania, trwania w służebnej kolejce po spełnienie. Ten rząd dusz jest miliardowy – ogromny. Wszyscy stoją choć nikt nie wie czym jest ten “towar”, za którym z utęsknieniem wyczekują przez kolejne godziny, dni, miesiące, lata. Jest tak ponieważ “kultura folderu” istnieje od początku, nie jedynie od czasu kiedy wymyślono maszyny powielające. “Kultura folderu” to kultura obietnicy, deklaracji, zapewnień i od czasu, kiedy pierwszy człowiek powiedział, lub wskazał do drugiego, że ma coś co i on powinien zdobyć, a kiedy już będąc zależny od nauki, przekazu zgłębi ową tajemnicę jego życie ulegnie zmianie.
Filed under: MONOLOG
Spodnie nie dotyczą kota, messer.
Michaił Bułhakow „Mistrz i Małgorzata”
O poranku, kiedy jeszcze ciemność więzi ponure opustoszałe ulice miasta słucham piosenek Britney Spears od tyłu – mroczne melodeklamacje – spusty podświadomości – 666 szóstek wibruje w moim mózgu, trzewiach i jelicie grubym i Lord Ciemności muska swoim płaszczem na podniebieniu mojego języka. Dostrajanie do Wibracji Miasta – Devilland. Zjadam osiem kotów dokładnie obgryzając ogony i zapijam szejkiem z krwi z oznakami widocznej anemii.
Filed under: MONOLOG
(…) jednakże jeśli miejsce życia duchowego przejmuje życie intelektualne, zaczyna się upadek, którego ofiarą staje się w końcu i rozum.
IMRE KERTÉSZ
Impuls. Myśl. Łączenie. Grupowanie. Dostrajanie. Słowo – łączenie – opinia. Opinia – synteza impulsu myśli – łączenie – grupowanie. Zdanie – zbiór słów/opinii/wyrażeń/określeń. Wrażenie – wymiana / dominacja.
Społeczeństwo – wymiana / dominacja zbiorów opinii. Odwieczne tarcie. Socjalizacja – wdrażanie uległości poprzez wychowanie i perswadowanie. Struktura – łączenie w całość elementów – dostrajanie – funkcja – wypełnienie.
Zatem jesteśmy na Imprezie. Impreza jest wtedy jak są ludzie, którzy chcą się zabawić oraz spędzić miło czas w swoim gronie. Słuchają muzyki, piją alkohole, rozmawiają, jarają trawę itd. Kiedy się zapadasz w sobie, przestając niejako uczestniczyć w tym co się dzieje, w tym dziwnym stanie nieczynienia zaczynasz zauważać program operacyjny – innymi słowy rozbierasz Strukturę na części pierwsze. Możesz to zrobić na Imprezie. Kiedy już zmęczysz się czarowaniem wszystkich wokół swoją oryginalnością, elokwencją i chuj wie czym jeszcze i na chwilę odpuścisz rolę dominującą tworząc przestrzeń dla innych, którzy właśnie czekają w kolejce, aby zająć miejsce na scenie – twoja rola biernego widza może być wielce pouczająca.
Filed under: MONOLOG
Zatem siedzimy z M. i pijemy. Wino musująco – maskujące – za oknem już od wielu godzin, jak to mówią, Nowy Rok. Bomble w butelce, wir niczym w spirali DNA, do góry ku szyjce macicy zielonej butelki. Nalepka mówi, że to dobry produkt, taki markowy. Taki akuratny na ten cudowny czas. M. opowiada jak chodził tymi ulicami Szczurzego Miasta i zapadał się coraz głębiej wśród wybuchów petard, okrzyków wiwatu, toastów, w klubach gdzie ciała ocierają się jak metalowe konstrukcje na złomowisku.
- Widzisz, bo pod tym wszystkim jest tyle cierpienia, gniewu i frustracji. Tyle presji by Być Kimś, by coś znaczyć w Stadzie, by nie psuć zabawy. To było bardzo smutne, ten sylwestrowy wieczór. – mówi M.
Ci ludzie jak w matni – wbici w siedzenia Karuzeli – i tak w kółko. Jazda. Ten odchodzący Rozdział Spektaklu – a teraz niby krótka przerwa na reklamy. Przebieralnia. Kiedy wyparują resztki alkoholu i środków zmieniających napiszemy Nowe Plany w punktach na Nowy Rok. To będzie Wspaniały i Pełen Wyzwań Rok. Osiągniemy lepsze Osiągi w Klasyfikacji Generalnej. Rzucimy palenie i zaczniemy medytować nad Nietrwałością. Zamiast pieniędzy będziemy liczyć paciorki różańców albo mal. Zaczniemy biegać po parku za lepszym zdrowiem. Wydamy swoje płyty i książki. Zrobimy nowego bloga o duchowości i tarocie. Przestaniemy jeść Krowy. Wykupimy pakiet zezwoleń na Życie po dobrej cenie. Ruszymy jeszcze bardziej zdecydowanie na polu szachownicy.
Jest takie coś jak patrzysz na te bomble w butelce. Myślenie złożone z życzeń. Marzenia. Ta chwila, kiedy czujesz się lepiej – jak bohater komiksu. Wszystko przed Tobą. Jakieś nowe konfiguracje planów – Wielka Noworoczna Mapa. Mandala. Cztery Bramy. Centrum.
Za oknem pada śnieg.
Płatki delikatnie pokrywają drogi.
DODATEK SPECJALNY:
Filed under: MONOLOG
IT’S ALWAYS EASIER TO GET FORGIVENESS THAN PERMISSION
BANKSY
Stan przejściowy – Bardo. Po narodzinach. Przed śmiercią. Pomiędzy granicami. Słupy graniczne, dokumenty, ewidencja, numer. Papiery – kartki świąteczne – zapisy bankowych transakcji, zdolności kredytowe. Spłacanie odsetek od istnienia – Wielki Dług. Globalny Debet. Premier krwawi, Papież leży. Budzenie ze snu – to tu, to tam – coś pęka – jak szyba kuloodporna, zamarznięte jezioro – pod lśniącą powierzchnią widać rysy. To pracuje i w najmniej spodziewanym momencie zapadnie się. Czarna Dziura zassie wszystko do środka – owalne gabinety, sztaby, salony i biurowce. Oni jeszcze w pół gryza zmodyfikowanych kanapek z cielęciną, ze słuchawkami – ścięte zdanie tłumacza zawiśnie jak lina. Flagi będą spadać jak gromy, przebijać boki Chrystusów w garniturach. Szamba wybiją jak wulkany.
Filed under: MONOLOG
CZYLI SZTUKA OPUSZCZANIA CIAŁA
Zawsze znajdzie się odpowiednia filozofia do braku odwagi.
Albert Camus (1913-1960)
Ile miliardów ciał jest zaprzęgniętych by to wciąż trwało? Ile rąk, ramion, zgiętych pleców? Na Victorii wsiada upaprany gipsem i farbami budowlaniec, nieogolony, śmierdzi piwem i potem, ma przekrwione oczy i popękane ręce. Ta paniusia przerywając na chwilę swój poranny mejkap w metrze ze zgrozą patrzy na jego brudne pazury. Odsuwa się. Robi miny. Wierci smukłym ciałem. Przykrywa nos z Paryża szalem jedwabnym. Szuka wśród podróżnych cichego porozumienia przewracając wymalowanymi gałami. Jeszcze cztery stacje – 8 minut – męki. Dyskomfortu.
Filed under: MONOLOG
CZYLI ODWRACANIE UWAGI
(tekst jest zbyt długi i niezrozumiały, szkoda czasu nie czytaj!)
Bodziec. Myśl. Reakcja. Zegar. Wskazówki. Czas. Koło.
Ułamki atomowych sekund. Odpryski szkła. Osiadający kurz na popękanym zwierciadle. Zdeformowana mozaika znaczeń. Świat podmiotu – przedmiotu. Świat oddzielenia – odległości pęknięć. Przyporządkowanie. Tożsamość. Gra na czas z samym sobą. Król wyimaginowanego Królestwa. Strażnik Berła i Korony.
Filed under: MONOLOG
Jednakże urodziłem się na terenie pogranicza i moja wymowa może być niepoprawna.
Szósty Patriarcha
Pod tym wszystkim, całą tą potworną, bezlitosną maską coś jest. To cisza, krzyk, unieruchomienie, taniec odwiecznych przeciwieństw i przeciwstawień. Misterium chaosu rozdzierające przebrzmiałe struktury na strzępy. Piękno i żywotność – tętniące energią Życie, które nie ma ram, przypisanych praw i zakresów. Następuje kumulacja energii przed eksplozją, kiedy to Pierwotna Moc z dziką furią rozrywa kajdany Umysłu (Programu).
Monstrum – niepoczytalny kolektywny umysł ludzkiej rasy. Stwór o wielomiliardowej rozwarstwionej, rozstrojonej, poćwiartowanej Tożsamości bez reszty zapętlonej w własnych projekcjach, odruchach, fobiach, lekach, obsesjach i tak dalej bez końca. Bezbrzeżny Obóz Koncentracyjny – otoczony zwojami mózgu pod napięciem. Przemysłowo – Racjonalistyczne Cesarstwo Informatyczne – wielka Mechaniczna Macica rodząca Bio – Roboty. Martwe w chwili przybycia ;-)
Filed under: MONOLOG
Trzeba przedzierać się kanałami, w tunelach ekskrementów. Niebieskookie koguty wyją bez przerwy. Akt szaleństwa. Wychodzę nocą na schody, zapalam papierosa i słucham. Hermopolis. Fabryka pracuje na pełnych obrotach, tłoczy to wszystko generując ledwo słyszalną częstotliwość fal. W głębinach jeziora dwóch noży powstało wielkie czarne jajo. Ten embrion nabiera kształtu z każdym dniem wypuszczając nową kończynę. Przebija ściany łamiąc każdy opór.
Patrzą w szyby inkubatora. Bękart ssie. Rusza palcami obracając złotą monetę.
















