Filed under: PROZAC
Tam na dole pod tym mostem rośnie miasto. Wielkie dzikie zwierze, które w swych ciasnych dusznych bebechach więzi miliony istnień, zakutych w dyby marzeń, które w nocy pod powiekami skurczonych ciał stają się jedynie niespełnioną obietnicą, która w ostrym świetle dnia jest jak rana. Księżyc jest niczym moneta ostatniej drogi wciśnięty w oczodół wszechświata.
Każda myśl to kryształ soli, który nim zniknie w ranie, przeszyje twoje ciało nagłym spazmem bólu. W zwierciadle czarnej rzeki faluje twoja twarz, która jest jedynie pożyczoną maską, tanim rekwizytem, który ukradłeś z zaplecza, kiedy nikt nie patrzył. Teatr, w którym grasz ma wielokondygnacyjne sceny jak w podziemnym garażu, albo hipermarkecie. To nie jest łatwa rola, tym bardziej, że wiesz już dobrze, na końcu nie będzie braw i okrzyków entuzjazmu. Najwyżej cichy szmer, kilka splunięć.
Zdarzenia tej nocy są jak więzienne sznyty. Mdły zapach spalonego ciała. Wymioty. To podchodzi do gardła. W żołądku masz gęsty i ostry muł, jakbyś połykał szklaną watę. Sam siebie zjadasz, wydrapując każdy kęs. Niełatwo to przełknąć i strawić – kołowrót twarzy, słów, ten wielki żałobny taniec zalewający ulice jak sygnał jazgoczących karetek i wozów policyjnych. Mijane mury zaryglowanych ludzkich ciał, po których spływają tanie alkohole i owocowe soki, pobłyskujące od czasu do czasu imitacjami uśmiechów.
Mógłbyś tutaj zasnąć i przyśnić jeden z tych ciepłych snów, który pachnie rosą, a ty przytulasz twarz do ciepłej skorupy ziemi. Kiedy w odwiecznym bezruchu patrzysz w błękit i zastygasz, gubiąc kajdany czasu, a przestrzeń jest jak cichy kokon wypełniony miłością. Zupełnie jak wtedy, kiedy przez okno patrzyłeś na grzbiety zaśnieżonych dachów i wiedziałeś, że wszystko jest na swoim miejscu. Dokładnie tam, gdzie powinno być. Słyszałeś jej rytmiczny, spokojny oddech, a jej śniade piersi pachniały lawendą. Kwiaty stały w wazonie na stole obok solnej lampy, a pomiędzy leżało kilka zapisanych wierszami kartek.
Było cicho, jak na pustym bezkresnym polu, po którym biegałeś w dzieciństwie szukając bajkowej bramy, za którą usłyszysz mowę zwierząt i kamieni.




